poniedziałek, 18 września 2017

Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher [przedpremierowo]



Najlepszy powód by żyć

Autor: Augusta Docher
WydawnictwoOMG books (Znak)
Data premiery: 27.09.2017
Liczba stron: 400
Moja ocena: 8/10



Życie nastoletniej Dominiki w jednej chwili zmienia się nieodwracalnie. Ukochany ojciec przypadkiem oblewa ją benzyną i podpala. W jednej sekundzie dziewczyna staje się żywą pochodnią, w skutek czego doznaje oparzeń ponad połowy ciała. Kiedy po tym tragicznym wypadku budzi się w szpitalu czeka na nią ogromny ból i cierpienie. Rany są tak rozległe, że wielkie blizny zostaną z nią już na zawsze. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej się poddaje i opada z sił. Jedyną motywacją stają się dla niej słowa ojca, który kilka najbliższych lat spędzi w więzieniu. Los sprawia, że na drodze Dominiki staje młody anestezjolog – Tomek Leśniewski, który chce opisać jej przypadek w książce. Po jakimś czasie, kiedy ta znajomość zaczyna znaczyć dla nich coś więcej, pojawia się również jego młodszy brat, Marcel. Chłopak jest zauroczony nowo poznaną dziewczyną, nie daje mu spokoju jej opanowanie i oziębłość. Postanawia zrobić wszystko, aby się do niej zbliżyć i pomóc w trudnych chwilach. Czy uda mu się dotrzeć do serca dziewczyny, która tyle w życiu przeszła? Czy uda mu się pomóc jej otworzyć się na świat i ludzi? Czy dzięki niemu odnajdzie powód, by żyć?

Narratorami powieści są Dominika i Marcel. Opowieść dziewczyny podzielona jest dodatkowo na „przedtem”, opisujące jej życie od momentu tragicznego wypadku i „teraz”, czyli wydarzenia rozgrywające się po poznaniu braci Leśniewskich. Czasami trudno było po pierwszym zdaniu określić, które z dwojga opowiada teraz swoją wersję wydarzeń, ale mimo to bardzo podobało mi się ukazanie dwóch perspektyw. Ostatnio bardzo często pojawia się taki sposób narracji w książkach młodzieżowych i myślę, że to bardzo dobre rozwiązanie. Mamy wtedy możliwość lepszego poznania głównych bohaterów i łatwiej nam zrozumieć motywy ich postępowania.

Kreacje bohaterów są niezwykłe i niestereotypowe. Oboje od razu zyskali moją sympatię. Dominika jest osobą, której nie da się nie polubić. Jest bardzo młoda, ale twardo stąpa po ziemi. Spotkała ją wielka tragedia, po której wiele osób już by się nie podniosło, a ona dała radę. Oczywiście miała momenty załamania, ale kto z nas by nie zwątpił w sens życia w takich okolicznościach? Ogromny ból, cierpienie i świadomość tego, że już zawsze będzie się nosiło na ciele blizny przypominające o czymś o czym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, potrafią przytłoczyć. Bohaterka powieści poradziła sobie z tym ciężarem, bo wiedziała, że jest na świecie ktoś kto ją kocha i jej potrzebuje – ukochany ojciec. Dominika jest teraz  młodą kobietą, która nie akceptuje swojego ciała i boi się odrzucenia, ale okazuje się, że przy właściwej osobie jest w stanie się otworzyć i przekraczać własne granice. Zyskała mój szacunek i uznanie dzięki temu, że się nie poddała. 

Z kolei Marcel niektórym osobom mógłby nie przypaść do gustu. Jest czarną owcą w rodzinie, rzucił studia i ma niewyparzony język. Jednak w nim również zachodzą wielkie zmiany. Nie popełnia błędów, których byśmy się po nim spodziewali i naprawdę angażuję się w znajomość z Dominiką. Okazuje się być ciepłym i cierpliwym mężczyzną, na którego można liczyć w każdej sytuacji. Pomaga skrzywdzonej dziewczynie uleczyć duszę i uwierzyć w siebie, ale sam też dużo zyskuje. Odnajduje swoje powołanie i dowiaduje się czego chce od życia.

 Najlepszy powód, by żyć to poruszająca opowieść o życiu po tragicznym wypadku. O radzeniu sobie z całkiem nową sytuacją, o powolnym odbudowywaniu poczucia własnej wartości i akceptowaniu swojego ciała takim jakie jest. To opowieść również o tym, że wartością człowieka nie jest jego wygląd i to nie ona jest najważniejszy, bo w każdej chwili może ulec zmianie, a także o tym, że każdy zasługuje na miłość nawet jeśli wydaje mu się inaczej. W książce znajdziemy wiele bólu i cierpienia, ale również wolę walki i rozkwitającą miłość, która nadaje życiu sens. Augusta Docher bardzo wiarygodnie opisała wątek miłosny, który jest pełen czułości, namiętności i oczywiście szaleństwa, ale jednocześnie nie jest przesłodzony, jak to często bywa w książkach dla młodzieży. Oszczędziła nam infantylności i utartych schematów, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Miłość Marcela i Dominiki, mimo ich młodego wieku, jest dojrzała, trwała i pełna troski o drugą połówkę.  Myślę, że autorka powinna pozostać przy pisaniu tego typu książek, bo wychodzi jej to znakomicie.

Jeśli szukacie książki, która porusza niełatwe tematy i skłania do refleksji, ale jednocześnie jest napisana przystępnym językiem, to jest to pozycja dla was. Najlepszy powód, by żyć jest pełny emocji, nadziei i marzeń. Od początku wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Po przeczytaniu ma się ochotę na więcej, zwłaszcza biorąc pod uwagę to w jaki sposób kończy się ta opowieść.. Polecam gorąco.
***
"Przypomina mi się film Skazani na Shawshank i jeden z bohaterów, który popełnia samobójstwo kilka dni po opuszczeniu więzienia. Teraz go rozumiem. Nie potrafił żyć poza murami, a ja chyba też nie potrafię wrócić do tam i kiedyś."
***
"Siadam na łóżku i przez długie minuty patrzę na Marcela. Gdy śpi wygląda tak bezbronnie, że aż coś gniecie mnie w piersiach. Bezbronnie, ale i męsko." 
***
"Bo tak jest, gdy kogoś kochasz, to po całości. Nie w częściach."


Książka swoją premierę będzie miała 27 września 2017. Już teraz można zamówić ją np. w Empiku.
_____________________________________________________
Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję wydawnictwu OMG books.

piątek, 15 września 2017

Lokatorka - JP Delaney


Lokatorka


Autor: JP Delaney
Tłumacz: Mariusz Gądek
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 14.06.2017
Liczba stron: 416
Moja ocena: 8/10




Dom przy Folger Street 1 nie jest zwykłym domem. Jest miejscem, w którym od początku króluje śmierć. Zaprojektował go światowej sławy, dotknięty osobistą tragedią, architekt Edward Monkford kierując się ideą skrajnego minimalizmu. Zadbał o to, aby nic w jego projekcie nie było pospolite i skłaniało przyszłych mieszkańców do zmiany stylu życia. Całkowicie biała przestrzeń, w której wszystko musi mieć swoje miejsce, inteligentny system rozpoznawania mieszkańców i program kontrolujący każdy aspekt życia potrafią przerażać. Po dodaniu do tego długiej umowy i listy kilkuset surowych zakazów i nakazów, których musi przestrzegać najemca można by uznać, że nikt nie zechce zamieszkać w takim miejscu. Potrafi ono jednak dać również poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo potrzebują Emma i Jane. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Kiedyś była Emma szukająca wraz ze swoim chłopakiem bezpiecznego schronienia, które pomoże jej uporać się traumą po włamaniu. Dzisiaj Jane, która po urodzeniu martwego dziecka szuka miejsca, w którym mogłaby zacząć życie od nowa. Te dwie historie z pozoru wydają się zupełnie inne, jednak jest coś co je łączy.

W Lokatorce został użyty popularny ostatnimi czasy zabieg naprzemiennej narracji. Tym razem poznajemy na zmianę perspektywę dwóch kobiet – jednej z przeszłości, a drugiej z teraźniejszości, jednak miejsce akcji pozostaje bez zmian. Krótkie rozdziały sprawiają, że historię poznajemy małymi krokami, przez co dłużej trzymani jesteśmy w napięciu. Z każdym kolejnym rozdziałem jesteśmy ciut bliżej poznania tajemnicy, a gdy w końcu ją odkrywamy okazuje się, że jest to coś zupełnie innego niż się wcześniej spodziewaliśmy.


Lokatorka to opowieść przede wszystkim o obsesji i powtarzaniu błędnych schematów. Jak na prawdziwy thriller psychologiczny przystało dobrze poznajemy sposób myślenia bohaterek, ich problemy i lęki oraz zaburzone postrzeganie rzeczywistości. Emma i Jane są do siebie bardzo podobne, popełniają podobne błędy i zakochują się w tym samym mężczyźnie. Postać Edwarda również jest bardzo dobrze wykreowana. Możemy zobaczyć jak próbuje sobie radzić ze stratą rodziny i jak objawiają się jego problemy psychiczne. Jego dbałość o szczegóły i obsesje potrafią zadziwiać. Wszyscy bohaterowie sprawiają wrażenie żywych i namacalnych.

Na uwagę zasługuje również sam dom. Bardzo nowoczesny budynek zaprojektowany został według zasady skrajnego minimalizmu. Panuje w nim wszechogarniająca biel. Białe ściany, białe meble, brak jakichkolwiek dodatków, dywanów, poduszek czy nawet obrazu, na którym można by zawiesić oko. Nie ma w nim wielu szaf i zakamarków, przez co mieszkańcy są zmuszeni do wprowadzenia minimalizmu do wszystkich sfer życia i ograniczenia ilości rzeczy osobistych. Poza sterylnym wyglądem apartament posiada długą listę rzeczy zakazanych i nakazanych przez właściciela, do których muszą stosować się wszyscy mieszkańcy. W śród mniej restrykcyjnych z nich znajdziemy na przykład zakaz posiadania dzieci i zwierząt, uprawy roślin i wnoszenia mebli. Z drugiej strony lokatorzy zobowiązani są do zachowywania idealnego porządku, nie zostawiania niczego na widoku i udostępniania domu dla zwiedzających.

Cała powieści, podobnie jak projekt Edwarda, dopracowana jest pod każdym względem. Autor naprawdę dał z siebie wszystko, by stworzyć świetną historię, która wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu do ostatniej chwili. Lokatorka jest thrillerem psychologicznym wywołującym dreszczyk emocji i ciągłe uczucie niepewności jednocześnie pozwalającym nam poznać motywy postępowania bohaterów. Książka jest napisana bogatym językiem, ale jednocześnie łatwym do zrozumienia. Momentami gubiłam się, która z bohaterek aktualnie opowiada historię, ale było to z całą pewnością zamierzone przez autora. Książka zasługuje na swoją pozycję na listach bestsellerów i jest pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika thrillerów. Z kolei osoby, które za tym gatunkiem do tej pory nie przepadały po przeczytaniu Lokatorki zmienią swoje podejście.
***
"Życie jest zbyt krótkie by spędzić je w związku z niewłaściwą osobą" str. 32
***
"Edward rzadko czyta dla przyjemności. Kiedyś zapytałam go o to i odpowiedział mi, że nie lubi gdy druk na dwóch sąsiadujących stronach nie układa się symetrycznie." str. 237
***
"Nie można opowiedzieć drugi raz tej samej historii i spodziewać się innego zakończenia." str. 379

_____________________________________________________________________
Za możliwość przeczytania książki dziękuję organizatorce Book Tour z Lokatorką Klaudii z bloga claudiaaareads (instagram, na którym odbywa się akcja: @claudia_reads_).

środa, 6 września 2017

W rytmie passady - Anna Dąbrowska



W rytmie passady


Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 24.04.2017
Liczba stron: 392
Moja ocena: 9/10


Julita, uczennica liceum, kilka lat temu przeżyła wielką traumę. Wydarzenia z przeszłości sprawiły, że nie potrafi już cieszyć się życiem i być roześmianą nastolatką. Ze strachu jest wycofana i trzyma się na uboczu. Mimo swojego ogromnego lęku lubi chodzić razem z jedyną przyjaciółką na zajęcia fitness, które pomagają jej się odstresować. Podczas jednych z zajęć otrzymuje zaskakującą propozycję zatańczenia w konkursie kizomby. Jest to dla niej szansa na przełamanie paraliżującego strachu. Strachu przed dotykiem.
Marcel jest instruktorem tańca, który kocha to co robi. Mężczyzna niedawno dowiedział się o śmiertelnej chorobie swojej mamy. Gdy dowiaduje się o konkursie tańca, w którym do wygrania jest spora suma pieniędzy, nie waha się ani chwili. Ma nadzieję, że wygrane pieniądze pomogą ulżyć mamie w cierpieniu. Brakuje mu tylko partnerki. Za namową przyjaciela prosi o przysługę piękną nieznajomą.
W tym momencie, drogi tej pary obcych ludzi łączą się nieodwracalnie. Pierwsze spotkana są bardzo trudne i niezręczne, ale z każdym kolejnym zbliżają się do siebie i pokonują własne bariery, które wcześniej wydawały się nie do pokonania.

Akcję śledzimy z dwóch różnych perspektyw. Na zmianę historię opowiada zagubiona, zamknięta w sobie nastolatka Julita i dojrzały, pewny siebie Marcel. Dzięki temu zabiegowi lepiej poznajemy emocje jakie im towarzyszą. Zauważamy również, że te same wydarzenia są przez bohaterów całkiem inaczej interpretowane. Łatwiej nam także zauważyć jak powoli zmieniają się w całkiem inne osoby, które mają kogo kochać.

Marcel, z którym oglądają się wszystkie kobiety, popełnił w przeszłości kilka błędów, ale teraz próbuje je naprawić. Uwielbia taniec, który jest jego pracą i wielką pasją. To jak o nim mówił hipnotyzowało. Za każdym razem gdy pojawia się wątek jego chorej matki widać jak bardzo ją kocha. Zrobiłby dla niej wszystko. Jest ona jednak jedyną kobietą, którą jest w stanie kochać. Wszystkie jego dotychczasowe związki kończyły się gdy tylko partnerka chciała iść o krok dalej. Interesowały go tylko nic nie znaczące romanse. Wszystko zmienia się jednak kiedy zakochuje się w Julicie. Zmienia się całe jego spojrzenie na świat. Od teraz potrafi cieszyć się małymi rzeczami, których wcześniej nawet by nie zauważył.
W Julicie ta zmiana jest jeszcze bardziej zauważalna. Nie potrafi podnieść się po traumatycznym przeżyciu sprzed lat. Mimo przeprowadzki do innego miasta ciągle żyje w strachu. Nie wychodzi sama z domu, nie odwiedza klubów i nie spotyka się z chłopakami. Każdy nawet najmniejszy dotyk wywołuje u niej paniczny strach i odruchy wymiotne. Dopiero kiedy poznaje Marcela widzi dla siebie szansę na uzdrowienie. Stopniowo zaczyna ufać temu mężczyźnie, a jego dotyk przestaje parzyć. Wspólny taniec daje poczucie wolności. Główna bohaterka od początku zdobyła moje serce. Bardzo łatwo było mi się z nią utożsamić. Bardzo dobrze rozumiałam jej zachowania i ani przez chwilę mnie ono nie drażniło. Myślę, że to dlatego, że widziałam między nami wiele podobieństw.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Dąbrowskiej, ale z cała pewnością nie ostatnie! Kiedy nadarzyła się okazja przeczytania W rytmie kizomby nie wiedziałam o tej książce nic. Byłam dość sceptycznie nastawiona, ale zaryzykowałam i to była świetna decyzja. Spodziewałam się typowego romansu dla nastolatek, a dostałam dużo dużo więcej. Oczywiście nie było idealnie, momentami w moim odczuciu zbyt słodko, a akcja toczyła się zbyt szybko, ale i tak jestem bardzo zadowolona z lektury. Autorka bardzo przyłożyła się do napisania tej powieści i zadbała o każdy detal. Poza nietuzinkową fabułą w książce czeka na nas sporo informacji na temat tańca jakim jest kizomba, a także specjalnie przygotowana play lista.

Powieść napisana jest lekkim i przystępnym językiem, choć sama historia nie należy do najlżejszych. Porusza bardzo ważne i trudne tematy, jest pełna pasji, kiełkującej miłości i bliskości. W rytmie passady wciągnęło mnie od pierwszej strony. Nie umiałam się doczekać momentu, w którym dowiem się jakie straszne wydarzenia spotkały Julitę w przeszłości. Mimo że miałam swoje podejrzenia to nie do końca się one sprawdziły. Kibicowałam bohaterom, a w szczególności Julicie przez cały czas. Pokochałam ją jak przyjaciółkę, dlatego zakończenie odebrało mi mowę. Anna Dąbrowska zafundowała mi taki wybuch emocji, że nadal nie potrafię się pozbierać. Historia z pewnością trafiła do mojego serca i narobiła tam niezłego bałaganu, choć wcale się tego nie spodziewałam.

Jestem pewna, że kiedy już zaczniecie czytać, nie będziecie chcieli przestać. Będziecie zachwyceni opowieścią o poświęceniu, miłości i walce o lepsze jutro.
***
"Cała się trzęsłam, ale tym razem nie chciałam uciekać. Chciałam spróbować się naprawić, by dawna roześmiana Julita Poll mogła powrócić do tego świata, w którym nie ma miejsca na samotność." str. 87
***
"Jedno złe wydarzenie nie powinno aż tak bardzo zaważyć na moim życiu. Powinnam odrodzić się na nowo i spróbować zawalczyć o siebie, nim będzie na to za późno..." str. 146
***
"- Cholerny szczęściarz ze mnie - wyszeptałem, dotykając z czułością bladego policzka Julity. Miałem u swego boku kogoś, kto mnie nie oceniał. Kogoś, kto niczego ode mnie nie wymagał. Nie żebrał o miłosne deklaracje, nie pokazywał ślubnych sukienek w katalogach." str.323

piątek, 7 lipca 2017

Czytelnicze nawyki TAG

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Zdecydowanie najczęściej czytam w łóżku. Latem zdarza mi się czasami czytać na balkonie.

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru?
Zazwyczaj używam zakładek chyba, że nie mam akurat żadnej pod ręką. W takim wypadku w książce lądują paragony, bilety lub inne papierki, ale przy pierwszej okazji wymieniam je na zakładkę.
3. Czy możesz po prostu czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
Nigdy nie przerywam w połowie zdania, ale nie muszę doczytywać specjalnie do końca rozdziału czy też strony. Najczęściej przerywam czytanie po skończeniu akapitu.

4. Czy pijesz albo jesz w trakcie czytania?
Nigdy nie jem podczas czytania, ale zdarza mi się pić. Zimą nie rozstaję się z herbatą, a w upalne dni mam obok siebie wodę z cytryną.
5. Czy jesteś wielozadaniowy? Potrafisz słuchać muzyki albo oglądać film podczas czytania?
Nie mam problemu z czytaniem kiedy w tle leci jakiś film, ale z muzyką jest już gorzej. Jeśli znam piosenkę to za bardzo skupiam się na niej i nie rozumiem tego co czytam. Wolę czytać w ciszy.

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Zawsze czytam kilka książek naraz. Aktualnie mam zaczętych 5 książek..

7. Czy czytasz w domu czy gdziekolwiek?
Najwięcej czytam w domu. Czasami zdarzy mi się przeczytać kilka stron w autobusie albo w parku, ale zazwyczaj jest tam za dużo rozpraszaczy i łapię się na tym, że od 5 minut siedzę nad otwartą książką, a obserwuję np. ptaki. 

8. Czytasz na głos czy w myślach?
Czytam w myślach. Jak czytam komuś na głos to niewiele z tego do mnie dociera i muszę później sobie przeczytać to jeszcze raz po cichu.

9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?
Nie zdarza mi się czytać naprzód, nie widzę w tym większego sensu. Fragmentów też raczej nie pomijam. Musiałaby być to wyjątkowo nudna książka.

10. Czy zginasz grzbiet książki?
Na początku nie, ale jeśli jest to wydanie kieszonkowe, to po kilkudziesięciu stronach muszę to zrobić, bo czyta się bardzo niekomfortowo.

piątek, 16 czerwca 2017

Konkurs na żonę - Beata Majewska


Konkurs na żonę


Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica (Publicat)
Cykl: Konkurs na żonę (tom 1)
Liczba stron: 304
Moja ocena: 6/10


Młody prawnik z Krakowa Hugo Hajdukiewicz ze zgrozą odlicza czas do trzydziestych urodzin, które zbliżają się wielkimi krokami. Aby dalej wieść życie pełne luksusu i odziedziczyć ogromny spadek musi spełnić ostatnią wolę wuja zawartą w testamencie. Warunkiem koniecznym jest zostanie mężem i ojcem przed trzydziestką.  Pomysłowy Hugo z pomocą najlepszego przyjaciela organizuje konkurs na jednej z uczelni, który wyłoni najlepszą kandydatkę do tak nagłego założenia rodziny. Tym sposobem poznaje młodziutką studentkę ze wsi Łucję Maśnik. Dziewczyna nie ma doświadczenia w kontaktach z mężczyznami, więc bardzo szybko ulega urokowi przystojnego biznesmena nie domyślając się niczego. Hugo jest z siebie bardzo zadowolony, z powodzeniem się oświadcza i jest pewny, że otrzymanie spadku to już tylko kwestia czasu. Nie przypuszcza, że wkrótce sprawy zaczną wymykać się spod kontroli.

Konkurs na żonę nie jest debiutem autorki. Wcześniej pisywała pod pseudonimem Augusta Docher, pod którym wydała trzy książki. Jedną z nich było Eperu, w którym swego czasu byłam zakochana. Nic więc dziwnego, że zapragnęłam jak najszybciej sprawdzić jak Beata Majewska poradziła sobie w innym temacie.

Zaczęło się bardzo ciekawie, ale akcja na początku toczyła się zbyt szybko. Konkurs błyskawicznie został rozstrzygnięty, a bohaterowie poznali się już w pierwszym rozdziale.  Zarówno Hugo jak i Łucja okropnie działali mi na nerwy i nie mogłam się z nimi utożsamić, ale trzeba przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty i wykreowała ich doskonale.

Hugo wychowany przez samotną matkę żył w przeświadczeniu, że jest najważniejszy. Kariera i pieniądze były dla niego najważniejsze i tylko dla nich zamierzał założyć rodzinę. Szukał kobiety, która urodzi mu dziecko i nie będzie zadawać niewygodnych pytań. Zamierzał zapewnić im godne życie, ale bez tworzenia jakiejkolwiek więzi. Hajdukiewicz był wyprany z emocji i nie liczył się z uczuciami innych. Uważał się za lepszego i nie ukrywał tego.
Łucja natomiast była całkowitym przeciwieństwem mężczyzny. Jej rodzice zginęli kiedy była malutka, więc dorastała przy babci, która wychowała ją na przyzwoitą, ambitną, mającą swoje wartości, ale też niezwykle naiwną młodą kobietę. Łucja brzydzi się kłamstwem i nie ukrywa niczego. Jest łatwowierna i z łatwością wpada w sidła pierwszego lepszego przystojniaka. Zakochuje się już na pierwszym spotkaniu, przy kolejnych wyznaje mu wielką miłość i jest przekonana, że spędzą ze sobą resztę życia. Przez swoją naiwność i dość dziecinne podejście nie zyskała mojej sympatii.

Od początku przez głównych bohaterów dostawałam bzika, ale lubię gdy książka wywołuje emocje. Nawet jeśli są to te negatywne i mam ochotę potrząsnąć bohaterką i powiedzieć jej, że nie tędy droga, to jest to coś przez co książka zapada mi w pamięć.

Irytowały mnie też czasami dziwne a’la młodzieżowe powiedzonka pojawiające się w wypowiedziach bohaterów. Poza tym szczegółem dialogi są naturalne i niewymuszone. Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, a sam tekst pozbawiony jest błędów logicznych na co ostatnio zwracam uwagę. Książka jest też bardzo ładnie wydana. Podoba mi się jej okładka, która nawiązuje do treści i świetnie wpasowuje się w klimat, ale też wybrana czcionka, która ułatwia czytanie.

Mimo że Konkurs na żonę jest lekką powieścią i wydaje się być banalna i przewidywalna to między wierszami zawiera też pewien przekaz. Opowiada o uczuciach i prawdziwej przyjaźni, o tradycjach i wartościach przekazywanych nam od małego, o relacjach rodzinnych oraz tym jak one mogą wpłynąć na całe nasze życie. Poruszony zostaje wątek utraty najbliższych i zmagania się z przeszłością. Bardzo podobał mi się szacunek i rodzinne ciepło, które zastajemy w domu panny Maśnik. Właśnie te szczegóły i zaskakujące zakończenie, które zaostrzyło mój apetyt przekonują mnie całkowicie do sięgnięcia po kolejne części tej serii.

Jeśli poszukujecie historii lekkiej i przyjemnej, która umili wam wieczór, ale też takiej, o której nie zapomnicie od razu po przeczytaniu to jest to książka dla was. Polecam również wszystkim miłośnikom romansów, bo dla nich ta pozycja jest obowiązkowa!
***
"Łucja nienawidziła, gdy na nią naciskano. Im bardziej ktoś przypierał ją do muru, tym większy stawiała opór, aż do całkowitego zacięcia. Pomyślała, że prędzej się udusi, niż powie choćby jedno słówko. Niestety, łez powstrzymać nie mogła, znów zaczęły cieknąć ciurkiem. Choć za wszelką cenę próbowała zaciskać powieki, maleńkie kropelki i tak się wyślizgiwały, jak woda między palcami."
***
"Owszem, piękno tego miejsca wywarło na nim ogromne wrażenie, ale i tak to Łucja bardziej go zachwycała."
***
"Świat się nie kończy, gdy bliska osoba odchodzi lub zawodzi. Ciągle jeszcze jest ktoś dla ciebie najważniejszy, ty sama."
______________________________________
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce Beacie Majewskiej i Wydawnictwu Książnica (Grupie Wydawniczej Publicat)